Zmiano nadchodzę! cz. II

Pamiętasz pierwszy artykuł dotyczący tego tematu?

 W telegraficznym skrócie pierwsza część tematyki  zmiany dotyczyła Twojego stanu zdrowia i samopoczucia. Jeżeli czujesz się zmęczony, sfrustrowany, zły, nie masz energii i gdzieś zagubiłeś sens życia to pierwszym krokiem jest zatrzymanie się w ciągłym pędzie i refleksja nad całością swojego życia. To wbrew pozorom bardzo trudne zadanie. Niektórych strach przed uświadomieniem sobie pewnych treści paraliżuje na tyle, że całe miesiące, czasem nawet całe lata(!) tkwią w jakiejś sytuacji bojąc się nawet pomyśleć albo nie wierząc, że ich życie może wyglądać inaczej. Jeżeli jesteś w takiej sytuacji to znaczy, że jesteś w I fazie procesu zmiany czyli w fazie prekontemplacji, gdzie „człowiek nie ma intencji zmiany i nie zamierza podjąć jakichkolwiek działań w najbliższej przyszłości, które by promowały zmianę. W tej fazie nie docenia się korzyści wynikających ze zmiany i przecenia jej koszty oraz wymyśla wiele „racjonalnych” argumentów, dlaczego nie może lub nie powinno się niczego zmieniać” (Smółka, 2010).

Znajome? Jeśli tak to zanim przeczytasz ten artykuł odsyłam Cię do pierwszej części https://psychologianatalerzu.com/2019/09/21/przestrzen-zyciowa-priorytety-i-planowanie-cz-i/

(uwaga) Dla niecierpliwych – dlaczego znowu o tym wspominam?

Jeżeli chcesz od razu wiedzieć jak od razu zmienić swoje życie,

Jeżeli chcesz dziś, już, teraz, natychmiast wprowadzać rewolucję w swoim życiu,

Jeżeli chcesz dostać gotowy przepis na … (wklej stosowne),

To niestety muszę Cię rozczarować.

Nikt.

Nikt nie ma przepisu na dobre życie, zdrowie, udane małżeństwo, idealne dziecko. Jeśli Ci go proponuje to jest bardzo odważny. I chyba głupi.

Nikt nie siedzi w twojej głowie (o zgrozo! nawet psycholog czy terapeuta) i nie wie do końca co jest dobre dla Ciebie. Nikt nie jest wstanie w pełni wejść w twoje buty czy skórę.

Mimo, że Psychologia na talerzu to także przepisy to jednak tego jednego nie będzie. Jeżeli oczekujesz w tym czy innym artykule prostego, szybkiego i bezwysiłkowego sposobu jak zrobić żeby „zarobić i się nie narobić” czy też jednego sposobu jak zrobić żeby dobrze się żyło  to muszę Cię rozczarować. Nigdy nikomu nie dam takiego przepisu.

Bo on po prostu nie istnieje.

Ale trochę Cię rozumiem. Począwszy od tabletek na wszystko, przez „życiowe” seriale w telewizji, przechodząc przez cud-diety/suplementy/książki/kursy kończąc na stereotypach, nakazach, zakazach i „doradcach życiowych” w postaci wujków, babć, kolegów z pracy, którzy WIEDZĄ JAK ŻYĆ można się pogubić. Można nawet zatracić zaufanie do własnej intuicji i instynktu samozachowawczego. Można przestać wierzyć we własne uczucia i spostrzeżenia, tłumić potrzeby, udawać.

To nie jest normalne ale ludzie tak robią.

I o tym właśnie będzie dzisiaj. O poczuciu odpowiedzialności za swoje życie.

Pierwszym krokiem w każdej zmianie jest przyjęcie odpowiedzialności za swoje życie. Jak bowiem możemy je zmieniać jeśli nie czujemy się za nie odpowiedzialni?

Irwin David Yalom

Odpowiedzialność za swoje życie to według mnie możliwość doświadczania zarówno wolności jak i płynących z naszych wyborów konsekwencji. Nierzadko możemy odczuwać, że życie jakby toczy się obok, że to przez szefa w pracy/męża/dzieci/pieniądze czuje się i jestem w takiej a nie innej sytuacji. Szczerze?

To jest baaaardzo wygodne podejście. Niekonieczne świadczy to o Tobie źle. Generując takie myśli psychika broni się przed wysiłkiem. Psychika czy też umysł wie, że zmiana jest trudna. Zawsze łatwiej jest pływać w znanym błocie niż wypłynąć na szerokie nieznane wody.

I naprawdę dotyczy to każdej sfery. Począwszy od diety,  rzucenia palenia, zaprzestania słodzenia herbaty, poprzez wprowadzenie zmian w relacjach z żoną, zmianę pracy aż do momentu uświadomienia sobie, że jest się alkoholikiem, choruje się na bulimię czy  zaakceptowanie diagnozy nowotworu.

Akceptacja rzeczywistości pojawia tylko i wyłącznie w momencie gdy dopuścimy swoje prawdziwe potrzeby do głosu. Gdy pozwolimy sobie przyznać się przed najważniejszą osobą w naszym życiu, że coś nie gra.

Tą osobą jesteś Ty.

Kolejny krok to bycie odpowiedzialnym za siebie. Jeżeli Ty nie chcesz, boisz się, nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swoje życie to:

  • Albo ktoś ją bierze – np. mama decyduje o wyborze męża, mąż wybiera Ci fryzurę, dziecko decyduje czy idzie do przedszkola czy mu się dziś nie chce, teściowa wybiera kolor ścian w twojej sypialni
  • Albo na kogoś ją zrzucasz – np. mama decyduje o wyborze męża, mąż wybiera Ci fryzurę, dziecko czy idzie do przedszkola, teściowa wybiera kolor ścian w twojej sypialni

 Jak widzisz sytuacje mogą wyglądać podobnie, różnicują je Twoje odczucia – kiedy ktoś bierze odpowiedzialność za twoje życie rodzi się frustracja, złość, agresja, jeśli ją oddajesz to pojawia się oczekiwanie pomocy, ulga ale ogromny strach – że Ty sobie nie radzisz, że życie albo jakaś sytuacja Cię przerasta.

Ani jedno ani drugie wyjście nie jest dobre. W dłuższej perspektywie takie rozwiązanie się nie sprawdzi. Każdy człowiek ma potrzebę sprawowania kontroli nad swoim życiem. Chce decydować o tym co się z nim dzieje, jakie zmiany zachodzą, chce obierać kierunek rejsu.

 Jeżeli tak nie jest to albo zaczyna nadmiernie kontrolować kogoś innego albo wybiera taką sferę życia do której „nikt mu się nie wtrąci”- np. kontroluje dzieci, nie dając im odpowiednich do wieku możliwości poznawania świata (w głowie jest to odczuwane jako troska), ma poczucie kontrolowania zachowania sprawcy przemocy (jakbym ugotowała coś innego to by mnie nie uderzył), nadmiernie kontroluje sferę jedzenia doprowadzając do zaburzeń odżywiania.

Drugi mechanizm oprócz nadmiernej kontroli to ucieczka z myślą – „skoro nic ode mnie nie zależy to ja już mam to wszystko w d…  i nie będę się w TO mieszać” (TO czyli swoje życie lub jakaś istotna jego sfera). Napięcie, które przy tym powstaje może być rozładowywane przez nałogi (by chociaż na chwilę zapomnieć), pracoholizm i inne aktywności (żeby zająć czymś głowę)

Jak zacząć być odpowiedzialnym za siebie?

1.Przede wszystkim być w kontakcie ze swoimi uczuciami. Dopuścić myśli i emocje do głosu. Dać im czas żeby mogły pobyć na powierzchni. To one wskazują potrzebę zmiany.

2. Akceptacja – czasem bywa to zderzenie z rzeczywistością, która jest zupełnie odmienna od naszych wyobrażeń, a my właśnie w tych wyobrażeniach żyjemy (zaprzeczając faktom, tłumiąc emocje i racjonalne myśli). Czasem wystarczy zatrzymać życiowy pęd. Zwolnić. Zastanowić się po co ja to wszystko robię i czy to rzeczywiście przynosi mi zaspokojenie moich prawdziwych potrzeb. Akceptować czyli dostrzec i pogodzić się z faktycznym stanem rzeczywistości.

3. Ruszamy po zmiany!

I tak oto dobrnęliśmy do drugiej fazy procesu zmiany – kontemplacyjnej

Faza kontemplacji (Smółka, 2010) to czas gdy zaczynamy do siebie dopuszczać potrzebę zmiany. Dostrzegamy koszty wprowadzenia zmiany ale widzimy także jej plusy. Rozważania obejmują okres najbliższych 6 miesięcy (oczywiście w zależności od sytuacji czas jest zróżnicowany) i często czekamy na ten „właściwy moment”. Może to powodować odwlekanie w czasie wprowadzenia zmiany.

Tutaj często rodzi się kolejne zjawisko psychologiczne czyli dysonans poznawczy, czyli doświadczanie dylematu, gdzie zderzają się dwie opcje mające swoje plusy i minusy momencie wyboru.

A jeśli się wyprowadzę z domu i okaże się że nie odnajdę się w nowym mieście?

Ale jeśli zostanę to nigdy się nie usamodzielnię!

Chciałbym kogoś poznać…

Ale to trzeba wyjść do ludzi… ja nie chce wychodzić do ludzi.

Moje dziecko nie chce jeść. Myślę, że to już może być problem.

No nic, poczekam jeszcze chwilę, zobaczymy co się będzie działo

Te dialogi dzieją się albo w naszej głowie, albo  w rzeczywistości w realnych rozmowach. Wiele rzeczy będzie miało wpływ na podjęcie decyzji o zmianie. Nasi bliscy, znajomi, nasza osobowość, doświadczenie. Najważniejsze to skonfrontować te wszystkie czynniki z naszym potrzebami.

Co jeśli zdecyduję się na wprowadzenie zmiany? Jak ją przeprowadzić żeby była efektywna?

O tym następnym razem.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑