Działam automatycznie cz. III + PREZENT

Przed Wami ostatnia część dywagacji teoretycznych dotyczących wprowadzania zmian w życie. Po tym jak już zdamy sobie sprawę z konieczności wprowadzenia zmiany, mamy przed sobą kolejne trzy etapy do przejścia by wypracować sobie nowy nawyk (zachowanie). Jak poprzednio zachęcam do przeczytania wszystkich części artykułu żeby zrozumieć cały i bardzo złożony proces szeroko pojętej zmiany.

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów


Albert Einstein

Einstein nie był psychologiem ale zasada ta ma zastosowanie w każdej dziedzinie życia. Co właściwie znaczy zmiana?

Zmiana to proces, który powoduje, że dotychczasowe zachowanie, myśli i emocje ustępują innym w określonych sytuacjach.  Dzięki zmianie możemy inaczej funkcjonować. Dążymy  do tego by zmiany były dla nas konstruktywne i przynosiły życiową satysfakcję. Zmiana oznacza, że coś będzie wyglądało inaczej. Może wydawać się wam to niezrozumiałe ale z mojego doświadczenia wynika, że ludzie często nie mają świadomości, że zmiana oznacza… zmianę.

Część z moich pacjentów lub osób z otoczenia chcą coś zmienić. Po to przychodzą na terapię. Nie zawsze jednak są świadomi jak taka zmiana będzie wyglądała w ich życiu.

Dlatego proponuję Ci ćwiczenie

Niezależnie od tego co chcesz zmienić wyobraź sobie swoje życie po wprowadzeniu zmiany. I nie mówię tu tylko o samopoczuciu, emocjach czy myśleniu życzeniowym (czyli no jak już schudnę to  wszystko się ułoży – dostanę lepszą pracę, będę zdrowy i znajdę sobie fajną dziewczynę i w ogóle to ja im wszystkim pokażę) ale o codzienności, zwykłych sytuacjach z dnia powszedniego.

  • Jak podjęta przez Ciebie decyzja wpłynie na organizację dnia?
  • Ile dziennie/tygodniowo będziesz potrzebować czasu na nową aktywność?
  • Jak zareaguje otoczenie na Twój pomysł?
  • Czy i jakie będą nakłady finansowe zmiany?
  • Czy jesteś w stanie zaakceptować to, że Twoje życie po zmianie będzie wyglądało inaczej?
  • Czy wiesz, że zmiana wiąże się z wysiłkiem i często zmierzeniem się trudnymi emocjami wynikającymi z tego procesu?
  • Czy masz świadomość, że będzie trudno?
  • Czy masz świadomość, że trwała zmiana wymaga czasu?

Szczera odpowiedź na wszystkie pytania jest kluczem do otworzenia drzwi z tabliczką

ZMIANA W DZIAŁANIU

Pierwszy etap zmiany w działaniu to ETAP PRZYGOTOWANIA/PLANOWANIA – człowiek zamierza natychmiast (nie dalej niż w ciągu miesiąca) podjąć działania promujące zmianę. Jest przekonany o słuszności lub konieczności zmiany. Zaczyna poszukiwać informacji już nie o problemie, ale o możliwościach jego rozwiązania. Formułuje plan działania, który ma umożliwić wywołanie pożądanej zmiany (Smółka, 2010)

Planowanie jest bardzo istotne. Tak naprawdę jest jednym z dwóch czynników, który sprawia, że zmiana jest skuteczna. Człowiek, który bez planu chce zmienić coś w swoim życiu jest skazany na wiele niepowodzeń i kryzysów. Ma też dużo mniejsze szanse na to, że zmiana będzie trwała. Przykład?

Chcecie zacząć chodzić na siłownię. Wiecie, że to jest dla was dobra forma ruchu zimą, macie zapał i nowe legginsy. No i co? Bez wkomponowania tej siłowni w plan tygodnia jest niewielka szansa, że na nią pójdziecie.

Bo zimno.

Bo już późno.

Bo jutro ciężki dzień.

Bo dziś był ciężki dzień.

Planowanie aktywności (najlepiej na papierze) daje nam przewagę. Dzięki temu możemy:

  • Znaleźć czas  na określoną aktywność – niestety ani doba się nam nie wydłuży ani ochota nie będzie wiecznie zwarta i gotowa czekała na nasze nowe pomysły. Planując i najlepiej zapisując określoną aktywność nie mamy wymówki, ponieważ widzimy na papierze (w kalendarzu, checkliście, planerze) co mamy zrobić danego dnia. W naszej kulturze nosimy ukryty w głowach skrypt – słowo pisane jest więcej warte niż mówione, dlatego wersja czegokolwiek „na papierze” wydaje się być ważniejsza, bardziej priorytetowa i poważna
  • Łatwiej się zmobilizować – kiedy wiemy co nas czeka możemy odpowiednio „nastawić się psychicznie” na określony wysiłek. Ludzka psychika jest niesamowita w tej kwestii. Jeżeli wiemy, że mamy ciężki dzień umysł jest w stanie bardziej się wytężyć. Jeśli jednak nie będziemy pewni czy idziemy na tę siłownię czy nie to z pewnością umysł i ciało będzie dążyć do minimalizowania wysiłku i po prostu nigdzie nie pójdziemy.
  • Zachować spokój – często spotykam się pacjentami, którzy mają wyrzuty sumienia i narzekają jednocześnie na jakąś sferę swojego życia. Planowanie daje nam poczucie sprawstwa nad swoimi celami życiowymi i całkowity lub częściowy spokój (działam i zmieniam a nie narzekam i mam wyrzuty sumienia). Wyrzuty sumienia są jednymi z najbardziej paskudnych uczuć, ponieważ dotyczą przeszłości i pojawiają się w momencie gdy coś się zakończyło. Więc co nam zostaje? Albo w kółko powtarzać destrukcyjny schemat albo zaakceptować rzeczywistość i zmienić zachowanie żeby w przyszłości nie doprowadzić do podobnych sytuacji (więcej na ten temat znajdziecie tutaj)
  • Łatwiej automatyzować zachowanie – Jeżeli mamy coś zaplanowane, jesteśmy nastawieni psychicznie do nowej aktywności o wiele łatwej nam zaakceptować ją jako coś naturalnego, coś co jest częścią naszego życia niż coś co pojawia się od czasu do czasu albo od naszego chciejstwa. Takie zachowania łatwiej przechodzą w nawyki, które po pewnym czasie nie wymagają naszej uwagi  i koncentracji oraz monitorowania, czyli ulegają procesowi automatyzacji zachowania  a my możemy skupiać się na innych rzeczach w naszym życiu!

Kolejny etap to ETAP DZIAŁANIA – gdzie człowiek realizuje swój plan działania. Jeśli ów plan był realistyczny i oparty na racjonalnych przesłankach, osoba dokonuje zmiany w swoim zachowaniu, która przyczynia się do wzrostu satysfakcji z życia, efektywności funkcjonowania itp. (Smółka, 2010)

Zwróć  uwagę na cechy dobrego planu

REALISTYCZNY

OPARTY NA RACJONALNYCH PRZESŁANKACH

Plan nie może być z kosmosu. Z założeniami, że w miesiąc schudnę 10 kg bo Kryśka spod siódemki schudła jak jadła kilo papryki dziennie. Nie można zakładać że od dziś chodzę na tańce, uczę się hiszpańskiego i 3 razy w tygodniu będę na wolontariacie. A w ogóle to moje dzieci od dziś jedzą codziennie zupy-krem

W prowadzanie zmian ma swoje wytyczne czasowe. Dodatkowo istnieje kilka sposobów na ułatwienie sobie wprowadzania zmian w życiu, które przechodzą w nawyki.

Jak wprowadzać nowe nawyki?

Po pierwsze – pojedynczo. Każda nowa aktywność wymaga koncentracji i monitorowania postępów. Jeśli za dużo zmian wprowadzamy naraz to łatwo o przeciążenie i tym samym porażkę. Dlatego m.in. noworoczne postanowienia tak często odchodzą w niepamięć – jest ich za dużo, wszystko zaczynamy od teraz i nagle okazuje się  nie mamy ani siły ani czasu

Po drugie – daj sobie czas. Każdy nowy, drobny nawyk to około 3 miesięcy pracy (literatura wskazuje między 6 mc a kilka lat na większe zmiany).  Początkowy zapał jest potrzebny,  jednak wytrwałość i konsekwentne realizowanie planu będzie bardziej przydatne w trwałej zmianie

Po trzecie – nastaw się na proces nie na efekt. Jeżeli koncentrujemy się na przyszłości to praca tu i teraz otrzymuje drugie miejsce a to oznacza, że na działanie zostaje nam mniej energii i  czasu, łatwiej o frustrację i zwątpienie. Koncentrując się na teraźniejszości możemy uczymy się doceniać małe kroki, możemy modyfikować plan i lepiej dostosowywać go naszego życia czy chwilowych perturbacji od losu. Oczywiście myślenie o sukcesie w przyszłości (tzw. wizualizacja) jest motywująca. Ale nie jeśli myślenie o przyszłości powoduje u nas złość i frustrację na proces (czyli dlaczego po jednym dniu diety nie widać efektów).

Ostatni etap czynnego działania to ETAP UTRZYMANIA – wtedy to człowiek pracuje nad utrzymaniem korzystnego wyniku procesu zmiany. Teraz kluczowego znaczenia nabiera przeciwdziałanie powrotom do uprzedniego, nawykowego, lecz mało skutecznego sposobu funkcjonowania. Powrót do starych nawyków jest najbardziej prawdopodobny w sytuacjach kryzysu emocjonalnego lub wtedy, kiedy nie jesteśmy przygotowani do długotrwałego wysiłku na rzecz utrzymania osiągniętej korzystnej zmiany (ta faza może trwać od 6 miesięcy do 5 lat!) Trudności w utrzymaniu zmiany mogą wynikać także z presji otoczenia, które zachęca do powrotu do dawnych form funkcjonowania (Smółka, 2010)

Czyli

no zjedz sobie kawałek ciasta, jeden Ci nie zaszkodzi

Co? Ze mną się nie napijesz?

Idziesz biegać? I po co? I tak nie schudniesz

Słyszeliście to już kiedyś? Myślę, że tak. Tak właśnie wygląda presja otoczenia. Trudno jednoznacznie określić motywy osób, które próbują zawrócić nas z jakiejś ścieżki. A niestety, czasami robią to dosyć skutecznie.

Kryzys emocjonalny może pojawić się w wyniku presji otoczenia i może pojawić się po prostu. Gorszy dzień, przykre wydarzenie losowe jak utrata pracy, wypadek, kłótnia z rodziną to wszystko osłabia naszą pulę uwagi, motywacji i energii do utrzymania zmiany bo musimy zaangażować się w coś innego. Człowiek według teorii psychologicznych ma skłonności do tego by wracać do starych wzorców zachowania kiedy przeżywa jakąś trudność. Dzieje się tak z dwóch powodów:

  • nasza pamięć wypiera przykre doświadczenia żeby nas dodatkowo nie obciążać (stąd to słynne sformułowanie „kiedyś to było…” albo skojarzenia o beztroskim dzieciństwie; po prostu nie pamiętamy przykrych wydarzeń jakie nam towarzyszyły w tamtym okresie). To powoduje, że jakieś nasze stare zachowanie wydaje się łatwiejszą opcją w momencie stresu lub silnych trudnych przeżyć emocjonalnych
  • drugim powodem jest to, że człowiek jest skąpcem poznawczym, tzn. jak nie musi o czymś myśleć i w coś się angażować to tego nie robi, np. „Skoro jest mi tak źle dziś to odpuszczę sobie tę dietę/trening/naukę. Wystarczająco już dziś się natrudziłem” Jest to zdolność naszego umysłu do samoobrony przed przeciążeniem- odrzucamy to, co w danej chwili jest mało istotne albo trudne.

Te mechanizmy są bardzo silne. Warto mieć ich świadomość kiedy wystąpi kryzys, dlatego, że bycie świadomym jest czasem naszym jedynym narzędziem.

Udało się! Dobrnęliśmy do końca!

 Na tym etapie (ZAKOŃCZENIA) zmiana jest ugruntowana i mamy 100% pewności, że bez względu na możliwość wystąpienia kryzysu emocjonalnego lub innych, wspomnianych, trudności w jej utrzymaniu, już nie powrócimy do uprzednich, mniej korzystnych zachowań (Smółka, 2010)

Ugruntowana zmiana to twoja pewność i przekonanie, że zmiana jest korzystna. Widzisz jej pozytywne skutki, dopuszczasz możliwość kryzysu ale wiesz, że on Ci nie zagrozi.

Siła przekonań jest niesamowita dlatego oprócz planowania przyda Ci się poczucie własnej skuteczności przy procesie zmiany.

A co z siłą woli?

Już niedługo porównamy sobie różne czynniki które są bądź wydają się istotne podczas zmian.

Tymczasem mam dla was prezent!

Chciałabym żeby zmiany w waszym życiu były skuteczne i dawały wam dużo satysfakcji,  dlatego na wasze ręce składam planer tygodniowy, który bardzo często wykorzystuję do pracy z pacjentami. Pomaga on wdrożyć zmianę w życie, przyjrzeć się swoim aktywnościom, zastanowić się nad organizacją swojego życia.  Planer nie ma nazwanych dni tygodnia, dlatego pracę z nim możecie zacząć już dzisiaj jeśli jesteście gotowi. Po lewej stronie znajdują się kropki, w które wpisujecie nowe aktywności i monitorujecie ich przebieg przez resztę dni. Możecie również na początku zrobić pierwszy planer-grafik z tym jak wygląda wasze życie obecnie i później drugą wersję nowymi aktywnościami. Jest dużo możliwości. Pamiętajcie że zmiana to nie tylko dodawanie nowych aktywności – to także eliminowanie starych, niekorzystnych zachowań.

Życzę Wam powodzenia

M.

Zmiano nadchodzę! cz. II

Pamiętasz pierwszy artykuł dotyczący tego tematu?

 W telegraficznym skrócie pierwsza część tematyki  zmiany dotyczyła Twojego stanu zdrowia i samopoczucia. Jeżeli czujesz się zmęczony, sfrustrowany, zły, nie masz energii i gdzieś zagubiłeś sens życia to pierwszym krokiem jest zatrzymanie się w ciągłym pędzie i refleksja nad całością swojego życia. To wbrew pozorom bardzo trudne zadanie. Niektórych strach przed uświadomieniem sobie pewnych treści paraliżuje na tyle, że całe miesiące, czasem nawet całe lata(!) tkwią w jakiejś sytuacji bojąc się nawet pomyśleć albo nie wierząc, że ich życie może wyglądać inaczej. Jeżeli jesteś w takiej sytuacji to znaczy, że jesteś w I fazie procesu zmiany czyli w fazie prekontemplacji, gdzie „człowiek nie ma intencji zmiany i nie zamierza podjąć jakichkolwiek działań w najbliższej przyszłości, które by promowały zmianę. W tej fazie nie docenia się korzyści wynikających ze zmiany i przecenia jej koszty oraz wymyśla wiele „racjonalnych” argumentów, dlaczego nie może lub nie powinno się niczego zmieniać” (Smółka, 2010).

Znajome? Jeśli tak to zanim przeczytasz ten artykuł odsyłam Cię do pierwszej części https://psychologianatalerzu.com/2019/09/21/przestrzen-zyciowa-priorytety-i-planowanie-cz-i/

(uwaga) Dla niecierpliwych – dlaczego znowu o tym wspominam?

Jeżeli chcesz od razu wiedzieć jak od razu zmienić swoje życie,

Jeżeli chcesz dziś, już, teraz, natychmiast wprowadzać rewolucję w swoim życiu,

Jeżeli chcesz dostać gotowy przepis na … (wklej stosowne),

To niestety muszę Cię rozczarować.

Nikt.

Nikt nie ma przepisu na dobre życie, zdrowie, udane małżeństwo, idealne dziecko. Jeśli Ci go proponuje to jest bardzo odważny. I chyba głupi.

Nikt nie siedzi w twojej głowie (o zgrozo! nawet psycholog czy terapeuta) i nie wie do końca co jest dobre dla Ciebie. Nikt nie jest wstanie w pełni wejść w twoje buty czy skórę.

Mimo, że Psychologia na talerzu to także przepisy to jednak tego jednego nie będzie. Jeżeli oczekujesz w tym czy innym artykule prostego, szybkiego i bezwysiłkowego sposobu jak zrobić żeby „zarobić i się nie narobić” czy też jednego sposobu jak zrobić żeby dobrze się żyło  to muszę Cię rozczarować. Nigdy nikomu nie dam takiego przepisu.

Bo on po prostu nie istnieje.

Ale trochę Cię rozumiem. Począwszy od tabletek na wszystko, przez „życiowe” seriale w telewizji, przechodząc przez cud-diety/suplementy/książki/kursy kończąc na stereotypach, nakazach, zakazach i „doradcach życiowych” w postaci wujków, babć, kolegów z pracy, którzy WIEDZĄ JAK ŻYĆ można się pogubić. Można nawet zatracić zaufanie do własnej intuicji i instynktu samozachowawczego. Można przestać wierzyć we własne uczucia i spostrzeżenia, tłumić potrzeby, udawać.

To nie jest normalne ale ludzie tak robią.

I o tym właśnie będzie dzisiaj. O poczuciu odpowiedzialności za swoje życie.

Pierwszym krokiem w każdej zmianie jest przyjęcie odpowiedzialności za swoje życie. Jak bowiem możemy je zmieniać jeśli nie czujemy się za nie odpowiedzialni?

Irwin David Yalom

Odpowiedzialność za swoje życie to według mnie możliwość doświadczania zarówno wolności jak i płynących z naszych wyborów konsekwencji. Nierzadko możemy odczuwać, że życie jakby toczy się obok, że to przez szefa w pracy/męża/dzieci/pieniądze czuje się i jestem w takiej a nie innej sytuacji. Szczerze?

To jest baaaardzo wygodne podejście. Niekonieczne świadczy to o Tobie źle. Generując takie myśli psychika broni się przed wysiłkiem. Psychika czy też umysł wie, że zmiana jest trudna. Zawsze łatwiej jest pływać w znanym błocie niż wypłynąć na szerokie nieznane wody.

I naprawdę dotyczy to każdej sfery. Począwszy od diety,  rzucenia palenia, zaprzestania słodzenia herbaty, poprzez wprowadzenie zmian w relacjach z żoną, zmianę pracy aż do momentu uświadomienia sobie, że jest się alkoholikiem, choruje się na bulimię czy  zaakceptowanie diagnozy nowotworu.

Akceptacja rzeczywistości pojawia tylko i wyłącznie w momencie gdy dopuścimy swoje prawdziwe potrzeby do głosu. Gdy pozwolimy sobie przyznać się przed najważniejszą osobą w naszym życiu, że coś nie gra.

Tą osobą jesteś Ty.

Kolejny krok to bycie odpowiedzialnym za siebie. Jeżeli Ty nie chcesz, boisz się, nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swoje życie to:

  • Albo ktoś ją bierze – np. mama decyduje o wyborze męża, mąż wybiera Ci fryzurę, dziecko decyduje czy idzie do przedszkola czy mu się dziś nie chce, teściowa wybiera kolor ścian w twojej sypialni
  • Albo na kogoś ją zrzucasz – np. mama decyduje o wyborze męża, mąż wybiera Ci fryzurę, dziecko czy idzie do przedszkola, teściowa wybiera kolor ścian w twojej sypialni

 Jak widzisz sytuacje mogą wyglądać podobnie, różnicują je Twoje odczucia – kiedy ktoś bierze odpowiedzialność za twoje życie rodzi się frustracja, złość, agresja, jeśli ją oddajesz to pojawia się oczekiwanie pomocy, ulga ale ogromny strach – że Ty sobie nie radzisz, że życie albo jakaś sytuacja Cię przerasta.

Ani jedno ani drugie wyjście nie jest dobre. W dłuższej perspektywie takie rozwiązanie się nie sprawdzi. Każdy człowiek ma potrzebę sprawowania kontroli nad swoim życiem. Chce decydować o tym co się z nim dzieje, jakie zmiany zachodzą, chce obierać kierunek rejsu.

 Jeżeli tak nie jest to albo zaczyna nadmiernie kontrolować kogoś innego albo wybiera taką sferę życia do której „nikt mu się nie wtrąci”- np. kontroluje dzieci, nie dając im odpowiednich do wieku możliwości poznawania świata (w głowie jest to odczuwane jako troska), ma poczucie kontrolowania zachowania sprawcy przemocy (jakbym ugotowała coś innego to by mnie nie uderzył), nadmiernie kontroluje sferę jedzenia doprowadzając do zaburzeń odżywiania.

Drugi mechanizm oprócz nadmiernej kontroli to ucieczka z myślą – „skoro nic ode mnie nie zależy to ja już mam to wszystko w d…  i nie będę się w TO mieszać” (TO czyli swoje życie lub jakaś istotna jego sfera). Napięcie, które przy tym powstaje może być rozładowywane przez nałogi (by chociaż na chwilę zapomnieć), pracoholizm i inne aktywności (żeby zająć czymś głowę)

Jak zacząć być odpowiedzialnym za siebie?

1.Przede wszystkim być w kontakcie ze swoimi uczuciami. Dopuścić myśli i emocje do głosu. Dać im czas żeby mogły pobyć na powierzchni. To one wskazują potrzebę zmiany.

2. Akceptacja – czasem bywa to zderzenie z rzeczywistością, która jest zupełnie odmienna od naszych wyobrażeń, a my właśnie w tych wyobrażeniach żyjemy (zaprzeczając faktom, tłumiąc emocje i racjonalne myśli). Czasem wystarczy zatrzymać życiowy pęd. Zwolnić. Zastanowić się po co ja to wszystko robię i czy to rzeczywiście przynosi mi zaspokojenie moich prawdziwych potrzeb. Akceptować czyli dostrzec i pogodzić się z faktycznym stanem rzeczywistości.

3. Ruszamy po zmiany!

I tak oto dobrnęliśmy do drugiej fazy procesu zmiany – kontemplacyjnej

Faza kontemplacji (Smółka, 2010) to czas gdy zaczynamy do siebie dopuszczać potrzebę zmiany. Dostrzegamy koszty wprowadzenia zmiany ale widzimy także jej plusy. Rozważania obejmują okres najbliższych 6 miesięcy (oczywiście w zależności od sytuacji czas jest zróżnicowany) i często czekamy na ten „właściwy moment”. Może to powodować odwlekanie w czasie wprowadzenia zmiany.

Tutaj często rodzi się kolejne zjawisko psychologiczne czyli dysonans poznawczy, czyli doświadczanie dylematu, gdzie zderzają się dwie opcje mające swoje plusy i minusy momencie wyboru.

A jeśli się wyprowadzę z domu i okaże się że nie odnajdę się w nowym mieście?

Ale jeśli zostanę to nigdy się nie usamodzielnię!

Chciałbym kogoś poznać…

Ale to trzeba wyjść do ludzi… ja nie chce wychodzić do ludzi.

Moje dziecko nie chce jeść. Myślę, że to już może być problem.

No nic, poczekam jeszcze chwilę, zobaczymy co się będzie działo

Te dialogi dzieją się albo w naszej głowie, albo  w rzeczywistości w realnych rozmowach. Wiele rzeczy będzie miało wpływ na podjęcie decyzji o zmianie. Nasi bliscy, znajomi, nasza osobowość, doświadczenie. Najważniejsze to skonfrontować te wszystkie czynniki z naszym potrzebami.

Co jeśli zdecyduję się na wprowadzenie zmiany? Jak ją przeprowadzić żeby była efektywna?

O tym następnym razem.

Przestrzeń życiowa, priorytety i planowanie cz. I

Być może każdy Twój dzień jest podobny do drugiego. Może czasem zadajesz sobie pytanie: czy to już środa?! A może myślisz – O nie… to dopiero środa. Weekend wydaje się kurczyć do mrugnięcia okiem a czas po pracy nie zostawia chwili wytchnienia bo:

  • Dzieci
  • Gotowanie
  • Sprzątanie
  • Prasowanie
  • Pies
  • Rodzice, którym trzeba pomoc
  • Terapie i leczenie
  • Znajomi
  • Praca, praca i jeszcze raz praca

Dopisz co chcesz. Najważniejsze jest to co czujesz – frustracja, zmęczenie, złość, stres, brak energii, niemożność efektywnego odpoczynku.

Przeciętnie „dobowe koło aktywności” człowieka wygląda następująco:

8/24 PRACA – średnio osiem godzin swojego życia każdy człowiek spędza w pracy. Praca zaspokaja potrzeby samorealizacji, pasji, szacunku, podziwu. Znacząco wpływa na jakość realizacji potrzeb biologicznych i potrzeby przynależności.

8/24 SEN I ODPOCZYNEK – ten element (niestety dość niedoceniany) wpływa na każdą sferę naszego życia. Odpowiednia regeneracja jest podstawą zdrowia, dobrych relacji i efektywności w życiu zawodowym. Brak odpoczynku w dłuższej perspektywie przekłada się na produktywność i emocje.

8/24 ŻYCIE OSOBISTE – ta sfera sprzyja realizowaniu potrzeby bezpieczeństwa i przynależności w relacjach społecznych. W tym czasie utrwalamy bliskie relacje międzyludzkie. Czas wolny to także zaspokajanie potrzeby samorealizacji oraz potrzeb duchowych.

Doba została podzielona na  trzy ośmiogodzinne części, z których każda zaspokaja nasze potrzeby. Widzimy zatem, że żyjemy nie tylko pracą czy „po pracy” ale przez całe 24 godziny! To co jest istotne to dwa typy działania zaburzające funkcjonowanie i tym samym powodujące przykre stany i uczucia:

  • Upychanie
  • Zaburzenie równowagi

Upychanie to wkładanie w osiem godzin swojego życia zbyt wiele zadań i oczekiwań dotyczących zaspokojenia potrzeb, na przykład – po pracy idziesz na trening, po treningu gotujesz obiad, później ogarniasz dom, wieczorem jedziesz w odwiedziny do babci. Inny przykład? Bierzesz sobie drugą, dodatkową pracę po pracy. Nie masz czasu zjeść, wyspać się nie wspominając o tym, że od dwóch miesięcy nie widziałeś się z rodzicami. Jeszcze jeden przykład: bez wyraźnej przyczyny przesypiasz więcej niż zwykle, ok. 11 h, ciężko Ci się zebrać z łóżka i w sumie jesz śniadanie w porze obiadowej a potem wszystko robisz w biegu. Kolejny? Masz wolny dzień. Kręcisz się po domu, trochę oglądasz telewizję, trochę wietrzysz lodówkę co jakiś czas, jesteś znudzony i zniechęcony. „Nagle” robi się ciemno i trzeba iść spać.

Zaburzenie równowagi jest niejako wynikiem upychania ale może też być spowodowane brakiem organizacji. Długi, nie przynoszący wypoczynku sen, ciągłe jedzenie, notoryczne zostawanie po godzinach w pracy, częste wypady na miasto z powrotami dnia kolejnego, zajmowanie się dziećmi/rodzicami/dziadkami/znajomymi a zaniedbywanie własnych spraw.

Takie zachowanie mają różne przyczyny. Może być spowodowane zmęczeniem, chronicznym stresem, chorobami somatycznymi, nawykami wyniesionymi z domu, adaptacją do nowej sytuacji. Niekoniecznie jest to prawda o Tobie – bo ja już taki/taka jestem. Taki czyli jaki? Niezorganizowany? Leniwy? A może bardzo pracowity i aktywny? Jeżeli w głębi serca czujesz, że coś jest nietak, że w zasadzie to nie chcesz tak żyć, że to jak wygląda Twoje życie nie jest tym czego chcesz to

Zatrzymaj się.

Wyłącz telewizję, telefon. Idź do lasu albo nad rzekę. Tylko w ciszy będziesz mógł pomyśleć co z tym zrobić. Być może boisz się ciszy. Wiele osób tak ma. Cisza powoduje, że jesteśmy tylko my i nasze myśli. Mózg, który nie jest bombardowany informacjami zaczyna dopuszczać prawdziwe potrzeby.

Jeżeli staniesz sam na sam ze sobą i powiesz – jestem wdzięczny za to co mam. Każda część mojego życia sprawia, że jest ono dobre, daje mi spokój, motywację i chęć do działania – to znaczy, że droga, którą obrałeś wiedzie cię w dobrym kierunku.

Jeżeli staniesz i powiesz – powinnam być wdzięczna za to co mam. Przecież nie jest tak źle. Nie bije, nie pije. Zdrowa jestem, przecież wszystko jest w porządku – stój dalej. Czekaj aż pojawią się komunikaty – chcę/potrzebuję.

Jeżeli komunikat brzmi – Pfff… Na pewno jest super. Przecież mam to czego chcę. Pozycję. Dzieci. Realizuję się w pracy. Mam pieniądze, dobre życie… – poczekaj. Przyjrzyj się swoim emocjom. To smutek czy radość? Stres czy spokój? Tylko szczerość da prawdziwą odpowiedź.

Jeżeli nie jesteś w stanie zostać w ciszy, to znaczy, że bardzo się boisz. Możesz powiedzieć, że to bzdury, dyrdymały, że to nie ma sensu. Że nie masz czasu latać po lasach bo deadline cię goni albo dzieci z mężem zostały SAME przez godzinę.

Strach jest uzasadniony. Dostrzeżenie swoich prawdziwych potrzeb i myśli konfrontuje nas z poczuciem odpowiedzialności za swoje życie. No bo skoro tak wygląda moje życie to znaczy, że tego chciałem prawda? No to teraz o co chodzi? Przecież taką drogę wybrałem więc idę nią. Albo przecież ja nie chciałem żeby to tak wyglądało. Ale to rodzice/żona/szef spowodowali że jest taka sytuacja. To wszystko przez nich! Oba komunikaty pokazują, że nie jesteśmy odpowiedzialni za siebie. Oddaliśmy ją w ręce innych ludzi, przeszłości, przyszłości i godzimy się na coś, co nie jest zgodne z naszymi potrzebami.

Boimy się nie tylko zderzenia ze swoimi prawdziwymi potrzebami. Boimy się także emocji jakie się z tym wiążą. Smutku. Złości. Rozpaczy. Lęku.  Lepiej jest je ukrywać i zaprzeczać, bo wtedy nie trzeba nic zmienić. Tyle, że nie da tak całe życie. Prawdziwe potrzeby, które nie mogą zostać adekwatnie zrealizowane manifestują się w innej postaci. Zachowania świadczące o tym, że trzeba się zatrzymać to:

  • Niekontrolowane zmiany nastroju
  • Wybuchy złości, płaczu
  • Uciekanie w obowiązki
  • Nałogi
  • Przepracowanie
  • Chroniczny stres
  • Choroby psychosomatyczne
  • Objadanie się
  • Epizody depresyjne
  • Gonitwa myśli
  • Niemyślenie o sobie
  • Chroniczne bóle brzucha, głowy, stawów i kręgosłupa
  • Zmiana wyglądu wytworów naskórka (włosy, paznokcie)
  • Problemy ze snem
  • I niestety wiele innych symptomów

Pierwszą fazą zmiany jest faza prekontemplacji, czyli moment gdzie człowiek nie ma intencji zmiany i nie zamierza podjąć jakichkolwiek działań w najbliższej przyszłości, które by promowały zmianę. W tej fazie nie docenia się korzyści wynikających ze zmiany i przecenia jej koszty oraz wymyśla wiele „racjonalnych” argumentów, dlaczego nie może lub nie powinno się niczego zmieniać (Smółka, 2010).

To nam pokazuje, że zaprzeczanie potrzebie zmiany już jest jej częścią! Moment przełomowy będzie tutaj – czy zatrzymasz się i dasz dojść do głosu swoim potrzebom? Czy pozwolisz sobie doświadczyć ukrywane nieprzyjemne uczucia?

 Bez tego nie da się pójść dalej.

Akceptacja stanu rzeczy nie zawsze (a nawet rzadko) oznacza rewolucję życiową. Akceptacja po przyzwolenie sobie na zmianę myślenia czy też podejścia. Czasem to wystarczy, żeby poczuć się lepiej. Czasem trzeba wprowadzić w życie nowe zachowania czy nawyki. Zmiana to proces. Czasem szybki, czasem powolny i długotrwały.

Teraz jak i zawsze wszystko zależy od Ciebie. To stwierdzenie może budzić radość ale i lęk. Parafrazując nieznanego mi autora chcę żebyś pamiętał, że

Nawet najdłuższa podróż składa się z małych kroków

AUTOR NIEZNANY

Wystarczająco dobry psycholog

Jest wiele przypadku w tym, w jaki sposób ludzie podejmują decyzje.

— Daniel Kahneman

Jeden z trudniejszych kroków za Tobą. Zdecydowałeś się poprosić o pomoc. Przełamałeś lęki, dostrzegłeś procesy, które nie służą twojemu samopoczuciu i uwierzyłeś, że ktoś może Ci pomóc.

Wiesz, że na świecie istnieją ludzie, którzy z miłości (o tak!) zdecydowali się pomagać innym. Celowo nazywam ich specjalistami, zaraz zrozumiesz dlaczego.

Lekarze, psycholodzy, rehabilitanci, logopedzi, nauczyciele, duchowni to osoby, które wybrały swój zawód nie tylko ze względu na umiejętności czy predyspozycje. Istnieje jeszcze jeden ważny czynnik, który wyróżnia wymienione zawody.

Powołanie.

Potocznie powołanie to „posiadanie określonego daru do wykonywania danej czynności przez większą część życia. Czynność tę wykonuje się bardziej z pobudek altruistycznych niż finansowych, choć te drugie mogą mieć również znaczenie. Można również mieć powołanie do pracy, którą się wykonuje„. Zdarza się słyszeć, że ktoś jest „lekarzem z powołania” i do takiego specjalisty zazwyczaj są największe kolejki.

Oczywiście, idealnie byłoby gdyby każdy specjalista cechował się powołaniem, oprócz predyspozycji osobowościwych, szerokiej i głębokiej wiedzy, chęci niesienia pomocy, umiejętności. Niestety nie istnieje idealny świat, więc nie ma idealnych ludzi. Jednakże istnieją pewne uniwersalne zasady, które należy stosować przy wyborze specjalisty.

Zasada nr 1 – Z czym do kogo?

Nie idziemy do okulisty z bólem brzucha. Nie idziemy do gastrologa z migreną. Dlaczego więc trener na siłowni układa Ci jadłospis? Dlaczego internista przepisuje leki psychotropowe bez konsultacji z psychiatrą? Dobry specjalista to taki, który zajmuje się swoją dziedziną – tzn. zna się na swoim podwórku i potrafi oddać klienta/pacjenta w dobre ręce. Sam przed sobą potrafi się przyznać, że w pewnym momencie kończą się jego kompetencje. Potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność i pokierować dalej osobę, która przyszła po pomoc, gdy jego wiedza i umiejętności są niewystarczające w danym przypadku. Niestety także Ty jako osoba szukająca pomocy musisz mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Jeżeli Twój lekarz nie uznaje żadnych dodatkowych badań, nie możesz doprosić się o skierowanie do innego specjalisty, za każdym razem dostajesz te same lekarstwa mimo braku poprawy stanu zdrowia, jeżeli Twój trener na siłowni bez wywiadu i podstawowych wyników badań chce ułożyć Ci dietę, jeśli między Tobą i twoim terapeutą nie ma „chemii”, terapia trwa już ponad rok bez efektów to trzeba się na chwilę zatrzymać i przemyśleć sytuację. W terapii psychologicznej czy psychoterapii łatwiej jest nawiązać dialog i wspólnie zastanowić się nad sytuacją. W takim dialogu najczęściej następuje weryfikowanie oczekiwań, analiza oporu i zastoju w terapii. Zastój w terapii nie musi oznaczać konieczności zmiany terapeuty, dlatego warto dzielić się ze swoim specjalistą spostrzeżeniami dotyczącymi procesu terapeutycznego.

Zasada nr 2 – Wykształcenie

Mogłoby się wydawać, że osoba oferująca pomoc, posiadająca własnego bloga, stronę internetową, pracująca w renomowanym ośrodku czy instytucji NA PEWNO ma odpowiednie do stanowiska wykształcenie. Z przykrością muszę stwierdzić, że niestety nie zawsze. O ile uprawnienia dla lekarzy są pod bardziej ścisłą kontrolą, o tyle dziedzina psychologii nie jest już tak chroniona prawnie. Dlatego chcę żebyś zapamiętał:

Tytułem psychologa może posługiwać się jedynie osoba, która ukończyła studia magisterskie na kierunku psychologia. Jest to absolutny wymóg, a każde odstępstwo od niego to próba oszustwa. Do niedawna studia psychologiczne jako jedne z niewielu (oprócz medycznych i prawniczych) były jednolitymi magisterskimi – oznaczało to, że nie można było po trzech latach nauki zrobić licencjatu i zakończyć edukacji lub ewentualnie zdecydować się później na kolejne dwa lata nauki i tytuł magistra. Studia trwały nieprzerwanie pięć lat i dopiero po tym czasie osoba, która zaliczyła określone wymogi (egzamin/praca magisterska) dostawała tytuł naukowy. Obecnie wchodzi w życie podział studiów psychologicznych na licencjat i magistrat. Z założeń jest to interesujące rozwiązanie. Trwający 3 lata licencjat z psychologii nie uprawnia jednak do prowadzenia terapii psychologicznej. Jest to rozwiązanie dla osób, które w swoim zawodzie wykorzystują wiedzę psychologiczną i chcą pogłębiać swoje kompetencje (i chwała im za to!). Jeżeli jednak spotkasz „terapeutę”, który posiada jedynie licencjat z psychologii albo jest po kursie on-line z psychologii w Wygwizdowie Dużym – uciekaj! A najlepiej poinformuj Polskie Towarzystwo Psychologiczne o takim procederze.

Zasada nr 3 – Specjalizacja

Każdy specjalista ma w swojej dziedzinie węższy zakres zainteresowań, jakiś swój „konik” – taką gałąź wiedzy, którą najchętniej trzyma. Nawet internista, czyli lekarz pierwszego kontaktu ma swoje „zainteresowania zawodowe”. O ile internista nie zawsze musi kształcić się w danym kierunku, o tyle każdy lekarz czy pomocowiec powinien podążać ścieżką, która daje mu większą wiedzę w węższej dziedzinie. Dlaczego? Medyna, psychologia czy prawo do ogromnie dziedziny nauki. Ogrom wiedzy, informacji, metod i tempo rozwoju powodują, że jeden człowiek nie jest w stanie ogarnąć całej medycyny czy całej psychologii. Nie da być dobrym w we wszystkim. Jest to fizycznie i psychologicznie niemożliwe. A co to właściwie dla Ciebie oznacza? Każdy psycholog ma swoje ograniczenia i dlatego pracuje z pewnym gronem pacjentów o określonych zaburzeniach. Czy Twój specjalista ma swoją gałąź zainteresowań? Z pewnością. Dla Ciebie ważne jest byś trafił do takiego specjalisty, który zajmuje się grupą zaburzeń w której znajduje się Twoja jednostka chorobowa. Najlepiej gdyby taka osoba nie tylko posiadała zainteresowania ale także specjalistyczne lub kierunkowe wykształcenie w kursów, studiów podyplomowych, specjalizacji w danym zakresie.

Zasada nr 4 – Człowieczeństwo

Teoretycznie wszystko jest ok. Wykształcony. Z kierunkową specjalizacją. Z doświadczeniem. Idę! I co się okazuje? Wizyta 10 minut, stówka w plecy a Ty dalej zielony. Nie wiadomo czy ze złości czy z braku wiedzy o tym co się dzieje z twoim ciałem czy psychiką. Otóż oprócz tych wszystkich wytycznych związanych z wiedzą i umiejętnościami specjalisty, istnieją jeszcze kompetencje miękkie. Psycholog bez kompetencji miękkich to jak przysłowiowy szewc bez butów. Aż trudno mi wyobrazić sobie taką sytuację, że psycholog nie wykazuje empatii, nie potrafi rozmawiać z drugim człowiekiem, nie wykazuje zainteresowania. Natomiast u lekarzy jest to często problem. Traktowanie pacjenta jak zbioru tabelek. Brak wywiadu. Nieudzielanie informacji o stanie zdrowia. Brak zaleceń. Lekceważenie. Chamstwo. Krzyk. Idąc do lekarza, nie ważne czy prywatnie czy na fundusz, masz prawo do profesjonalnej i godnej obsługi. To nie jest tak, że lekarz łaskawie wyświadcza Ci przysługę, że przyjmie Cię na wizytę. Co miesiąc z Twojej pensji odprowadzane są składki zdrowotne. Nie ponosisz odpowiedzialności za system opieki zdrowotnej, przez który lekarze są przemęczeni i sfrustrowani. Idąc do lekarza masz prawo do godnego traktowania. Kropka.

Zasada nr 5 – Pytaj!

Niby wszystko jasne. Wiesz jaki powinien być Twój wystarczająco dobry specjalista – wykształcony, o określonej specjalizacji, z odpowiednim podejściem do pacjenta/klienta. Może Ci się to wszystko wydawać oczywiste. Ale co jeśli trafiamy pod czyjąś opiekę i nie uzyskaliśmy potrzebnych nam informacji? Zawsze masz prawo po prostu… zapytać specjalistę o jego kompetencje. Nie jest to popularna praktyka ze względu na panujące konwenanse i dość dobre możliwości weryfikacji kompetencji lekarzy (portale internetowe, polecenia znajomych, opinie w internecie). Warto jednak mieć to na uwadze, na przykład w sytuacji gdy nie jesteś pewien czy dana osoba mówi lub pisze prawdę. Jest to drastyczny przypadek ale nie znaczy to, że takie sytuacje się zdarzają. Jak już wspominałam psychologia nie jest dość dobrze chronioną przez prawo dziedziną nauki. Jeżeli coś budzi twoje wątpliwości – poproś terapeutę lub lekarza o okazanie stosownych dokumentów: dyplomu ukończenia studiów wyższych, specjalizacji, kursów. Dobry specjalista z pewnością nie poczuje się urażony, a obecnie na pieczątce niestety można napisać dosłownie wszystko…

Czy Tobie zdarzyło się trafić do niekompetentnego specjalisty lub oszusta? Jak się czułeś w tej sytuacji? Czy zraziło Cię to dalszego szukania pomocy? A może masz swojego ulubionego lekarza z powołania?

Na koniec chciałabym powiedzieć jeszcze jedno.

Odnoszę wrażenie, że często lekarzy i lekarze sami traktują siebie niemalże jak bóstwa. Pycha jest zgubna w każdej dziedzinie, ponieważ zamyka umysł na nowe. Lekarz czy psycholog też człowiek. Ma swoje zalety i ograniczenia. Najważniejsze jest jak wykorzystuje swój potencjał w pracy i jak radzi sobie z wyzwaniami zawodowymi. Potrzeba doskonalenia siebie i zawód związany z powołaniem zawsze powinny iść razem, ramię w ramię.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑