Wybitnie siedząca praca czyli jak być zdrowym pomagaczem cz. I

Kiedy jesteś pomagaczem – psychologiem, terapeutą, logopedą, lekarzem – zmagasz się  między innymi ze zdrowotnymi i emocjonalnymi konsekwencjami pracy – oceną społeczną w pracy i życiu codziennym (bycie wzorem dla pacjentów), pogodzeniem roli w jaką wchodzisz siedząc w  gabinecie i byciem człowiekiem po pracy.  Bycie psychologiem, psychoterapeutą czy innym specjalistą zajmującym się pomocą drugiemu człowiekowi jest ogromnym wyzwaniem psychicznym i fizycznym. Ten artykuł skierowany jest głównie do psychologów, terapeutów, studentów psychologii i innych pomagaczy po to, by mogli lepiej zadbać o siebie, swój komfort psychiczny i fizyczny. A jeżeli jesteś osobą niezwiązaną z tym zawodem w tym tekście poznasz trudności zawodowe jakie towarzyszą osobom pomagającym innym.

źródło: pexels.com

Inspiracją do napisania tego artykułu była książka Nancy McWilliams „Psychoterapia psychoanalityczna”.  W ostatnim rozdziale tej książki autorka porusza tematykę dbania o siebie, swoje potrzeby, emocje i zdrowie w kontekście bycia pomagaczem.  Może ze względu na własne doświadczenia czuje potrzebę podzielenia się i teorią zawartą w książce i własnymi przemyśleniami. Myślę, że ta książka ze względu na ukierunkowanie tematyczne nie będzie pozycją must have w biblioteczce każdego studenta czy pomagacza. Tym bardziej chciałabym podzielić się tym co zostało w niej zawarte.

Nie bez powodu artykuł nosi tytuł „praca wybitnie siedząca”. Nie raz i nie dwa spotkałam się z żartobliwo-kąśliwą uwagą pt.:

Ja też bym mógł tak pracować. Siedzieć, pokiwać głową od czasu do czasu i brać za to pieniądze

Tak sobie myślę w duchu, że jeżeli ktoś w taki sposób postrzega pracę terapeuty mogły równie dobrze (za darmo!) rozmawiać z pieskiem kiwającym głową będącym elementem wystroju auta.

Ale przejdźmy do rzeczy.

Siedząca praca terapeuty to nie jest zwykła siedząca praca.  Pracując z pacjentem nie mamy możliwości rozciągnąć się od czasu do czasu, przymknąć oka na chwilę, ziewnąć sobie by rozluźnić szczękę, nasz wzrok i uwaga praktycznie cały czas skupiona jest na pacjencie (więc głową też niekoniecznie możemy ruszać).  Nie wymyślono takiej pozycji do siedzenia praktycznie nieruchomego, która w dłuższej perspektywie nie powodowałaby dolegliwości bólowych. Kiedyś poruszaliśmy ten wątek w trochę innym kontekście na superwizji. Otóż próbowaliśmy … zinterpretować dolegliwości bólowe kręgosłupa w odniesieniu do terapii (oczywiście z przymrużeniem oka). Jedna z osób miała bóle w odcinku szyjnym co miało świadczyć o silnym pochylaniu się nad pacjentem. Inny terapeuta odczuwał bóle w odcinku krzyżowym co było informacją, że być może niesie „krzyż” pacjenta. Dywagacje miały na celu rozluźnienie atmosfery, jednak ból fizyczny u każdej z tych osób jest realny i prędzej czy później pojawia się w życiu każdego terapeuty. Dolegliwości bólowe mogą zakłócać proces terapii przez rozpraszanie uwagi, wymuszają zmiany pozycji (co często bywa subiektywnie interpretowane przez pacjentów). Mogą pojawiać się problemy z krążeniem w kończynach dolnych (pozycja siedząca uciska naczynia krwionośne) czy problemy trawienne (ucisk na jelita i inne narządy wewnętrzne).

Jak zadbać o siebie? Przede wszystkim znaleźć równowagę dla pracy siedzącej czyli angażować się w aktywność fizyczną po pracy. Kiedyś mój kolega, trener personalny podsumował moje chodzenie na siłownię jako „aktywność fizyczną w celach rehabilitacyjnych”. Myślę, że to dosadne i ogromnie prawdziwe przekonanie. Wybitnie siedzącą pracę musimy równoważyć ruchem i to najlepiej takim, który sprawia nam przyjemność. Nie każdy musi chodzić na siłownię czy basen. Można jeździć rowerem, chodzić na długie spacery z psem czy zapisać się na tańce. Profilaktyka jest dużo łatwiejsza, tańsza i przynosi lepsze skutki niż leczenie u ortopedy czy kręgarza. Dodatkowo polecam za autorką książki  między sesjami robić jakieś ćwiczenia, np. rozciąganie, przysiady, krążenie głowy. Pomaga to rozluźnić mięśnie spięte i na skutek pozycji i ze względu na przeżywane emocje.

Wydawałoby się, że siedząca praca nie jest męcząca, jednak terapeuci muszą się wysypiać. Przepracowanie, praca po godzinach, rozterki wiązane z diagnozą, przebiegiem procesu terapeutycznego budzą wiele myśli i emocji, często również po godzinach pracy. Wydaje się, że niektórzy pacjenci działają na nas nasennie… I rzeczywiście pacjenci narcystyczni albo tacy, którzy posiadają dysocjacyjne mechanizmy obronne wywołują reakcje narkoleptyczne.

Czasem sen jest jedyną okazją by szczerze odpocząć od pracy. Dzięki przesypaniu odpowiedniej ilości godzin mamy możliwość zregenerować się fizycznie, wzmocnić swoją odporność, nabrać sił a czasem i dystansu do pracy. Pojawiające się zaburzenia snu mogą wynikać z przepracowania, braku odpowiedniego dystansu do pracy, roli przeniesienia i przeciwprzeniesienia. Powtarzające się zakłócenia snu w dłuższej perspektywie rzutująca jakość wykonywanej pracy.

Wakacje, ferie, urlopy. Kolejna kwestia budząca niekiedy napięcie.  Zdarzają się pacjenci, którzy panicznie boją się rozłąki z terapeutą. Nie wyobrażają sobie by wizyta się nie odbyła, ponieważ regularne spotkania zapewniają im m.in. poczucie bezpieczeństwa. Niekiedy terapeuci decydują się na kontakt telefoniczny nawet podczas urlopu. Szczerze mówiąc wydaje się to zrozumiałe jeżeli mamy pacjenta po próbach samobójczych lub w stanie zagrażającym życiu.  Jednakże jak pisze McWiliams „Często lepiej jest, gdy pacjent rozzłości się na granice stawiane przez terapeutę, niż gdy ma poczucie winy wywołane ich nadużyciem”. Bycie pod telefonem nie pomaga w pełni wypocząć. Jakąś częścią siebie jesteśmy dalej w pracy. To może budzić frustrację przyczyniać się do wypalenia zawodowego i niechęci do pacjenta „przez którego nie możemy się zrelaksować”. Nikt nie może pracować 24 h/dobę, 7 dni w tygodniu. Odnoszę wrażenie, że łatwo jest zatracić się w pracy, w byciu pomagaczem. Daje to duże gratyfikacje emocjonalne, m.in. poczcie, że jesteś niezbędnym elementem czyjegoś życia, dawanie wsparcia i wdzięczność pacjentów przynosi wiele korzyści emocjonalnych ale jest  obciążeniem psychicznym, o którym często zapominamy bo przecież to pacjenci cierpią, mają deficyty, trudności. Z resztą średnio w polskich warunkach przepada 1 lub 2 spotkania podczas standardowego urlopu więc mogę zgodzić się z autorką w kwestii ograniczenia kontaktu. Jeżeli jednak mamy przeczucie/przekonanie, że powinniśmy być pod telefonem a brak telefonu wywoływałby gorsze skutki psychofizyczne to myślę , że możemy go mieć gdzieś w pobliżu ale samemu dla siebie ustalić zasady korzystania (np. tylko raz dziennie sprawdzam połączenia). Warto też z pacjentem ustalić „awaryjny plan działania” na czas swojej nieobecności – czyli co ma robić, do kogo się zgłosić gdyby nastąpiło nagłe pogorszenie. Myślę że takie postępowanie wzmacnia pacjencie poczucie odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie co jest podstawą do procesu zmiany. Jeżeli jednak sami mamy trudności w ustaleniu granic między pracą odpoczynkiem należy temu bardziej się przyjrzeć (albo omówić to na superwizji).

Wszystkie wyżej wymienione czynniki składają się na ogólny stan zdrowia i dobrego samopoczucia. Nie zawsze w parze idzie nam dobra kondycja emocjonalna (a taką musi wykazywać się terapeuta) z kondycją fizyczną. Ze względu na specyfikę swojej pracy i skupianiu się na sferze psychicznej często zaprzeczamy dolegliwościom i niedoceniamy kruchości somatyki. Organizm człowieka jest jednością, gdzie tak naprawdę sfera psychiczna przenika fizyczną i odwrotnie. Aż żal nie wspomnieć tu chociażby chorób psychosomatycznych, roli stresu w motywacji czy wpływie bakterii jelitowych na wytwarzanie neuroprzekaźników. Zajęci, skupieni na innych ludziach zaniedbujemy często regularne badania, profilaktykę, posiłki jemy w biegu, a wody to czasem nie widzimy przez pół dnia. Ponadto pacjenci przynoszą w pakiecie różnego rodzaju infekcje – kto pracował w  placówce medycznej ten wie, że pierwsze miesiące w takim środowisku to niekończące się przeziębienie.  To wszystko składa się na pogorszenie stanu zdrowia, bóle głowy, złe samopoczucie. Prowadząc prywatną praktykę łatwiej jest sobie zorganizować czas (no chyba, że mamy kłopot z asertywnością  i nie mamy serca przerywać pacjentowi w pól zdania – Czas już minął, zapraszam za tydzień – a sesja ciągnie się zamiast 50 minut godzinę i pacjenci mijają się drzwiach). Jeżeli natomiast pracujemy w różnego rodzaju instytucjach, ośrodkach, centrach medycznych to pracodawca ma ogromny wpływ na jakość wykonywanej naszej pracy. Dlatego jest to bardzo trudne. Bywają sytuacje, że nie możesz być najlepszą wersją siebie w roli terapeuty, ponieważ twoje oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością NFZ czy właściciela placówki.

Co robić? Przeze wszystkim pamiętaj – twoja głowa, twoje ciało są twoimi osobistymi narzędziami pracy. Wszystkiego rodzaju choroby i zaniedbania wpłyną na jakość twojego życia, a co z tym idzie jakość pracy. Bardzo ważnym elementem jest wypalenie zawodowe, które towarzyszy najczęściej grupie zawodów pomocowych. Podejrzewam, że w dużej mierze przyczynia się do tego zaniedbanie swojej higieny psychicznej i fizycznej. Zaplanuj swoje posiłki i przerwy w ciągu dnia, wolnej chwili uzupełniaj płyny, uchylaj okno co jakiś czas. Dla terapeuty sytuacjami problematycznymi może być nawet… burczenie w brzuchu. Odczuwanie głodu czy pragnienia również rozprasza naszą uwagę, wiemy, że pacjent wie, że jesteśmy głodni a pomrukiwanie z otchłani jelit przerywające bardzo często trudne rozmowy może wprawiać w zakłopotanie jedną i drugą stronę.

Rozmawiaj. Jeżeli pracujesz w instytucji, szkole, ośrodku czy innej palcówce rozmawiaj o warunkach pracy. Oczywiście jest to bardzo trudne, szczególnie na początku kariery zawodowej. Ale jeśli pracodawca nie zapewnia godnych warunków pracy, karze wykonywać zadania nie należące do twoich obowiązków lub kompetencji, daje zbyt dużo obowiązków, karze zostawać po godzinach, nie wypłaca należnej pensji zmusza do łamania kodeksu etycznego lub zawodowego (!) – po prostu poszukaj nowej pracy. Pracodawca, który szanuje pracowników wie jaką wartością jest trwały zespół. Wie, że dzięki pracownikom on zarabia pieniądze. A dobry, efektywny pracownik to pracownik, który dobrze czuje się w swoim miejscu pracy.

Mobbing jest bardzo szerokim pojęciem ale zwłaszcza pomocowcy z podejściem – nie no ja dam radę, przecież moi pacjenci/dzieci mnie potrzebują, jestem za nich odpowiedzialny – czasem tracą z oczu granice między byciem pomagaczem a byciem człowiekiem z ludzkimi potrzebami, słabościami, ograniczeniami wynikającymi chociażby z naszej fizjologii. Może drastycznym ale prawdziwym przykładem są lekarze umierający na dyżurach szpitalnych.

W kontekście zaspokajania potrzeb fizjologicznych przypomina mi się kolejna analiza superwizyjna dotycząca oddawania moczu na zapas. Kto jak kto ale chyba kobiety bardzo często pierwsze co robią po wejściu i ostanie co robią przed wyjściem to korzystanie z toalety. Mówię tutaj o kobietach dlatego, że istnieje w przypadku kobiet czynnik biologiczny, czyli inna budowa i funkcje cewki moczowej, które powodują, że częściej niż mężczyźni oddajemy mocz. Nie mniej jednak zauważyłam u swoich pacjentek, koleżanek, że rzeczywiście oddawanie moczu bywa problematyczne. Wstrzymywanie moczu podczas terapii jest sytuacją, która może się zdarzyć każdemu (i terapeucie i pacjentowi). Niestety, oddanie moczu jako potrzeba biologiczna, uwarunkowana anatomicznie mocno oddziałuje na nasze funkcje poznawcze – kto potrafi w pełni skupić się na jakiejkolwiek rozmowie kiedy czuje parcie na pęcherz?  To kolejna funkcja fizjologiczna o której powinniśmy pamiętać i dbać o jej zaspokajanie by nie narażać się na dodatkowy niepotrzebny stres.

Naprawdę szczerze apeluję. Nie tylko jako psycholog ale i psychodietetyk – dbajcie o siebie i swoje potrzeby, począwszy od fizycznych bo jak wiemy z piramidy Maslowa są one bazą do istnienia, rozwoju, relacji i samorealizacji.

Dyskomfort fizyczny związany z niezaspokojeniem potrzeb biologicznych, w dłuższej perspektywie kłopoty ze zdrowiem, zmęczenie, niechęć do pracy, wypalenie zawodowe. Tak właśnie wygląda ta droga.

Kiedy zaczynałam przyjmować prywatnie zaczęłam doceniać swoją pracę. Widząc ile na rynku kosztują usługi psychologiczne a ile zarabiałam  w różnego rodzaju placówkach w przeliczeniu na godzinę nie mogłam uwierzyć, że różnica jest tak ogromna. Terapeuci, pomagacze decydujący się wyłącznie na praktykę prywatną muszą zarabiać wystarczająco, dużo by pokryć koszty związane z prywatną praktyką – koszty wynajmu lokalu, dojazdy, rachunki, koszty urlopów, podatki, konferencje, książki, kursy oraz zwykłe koszty życia. Ceny usług zazwyczaj dyktuje lokalny rynek.  

Specjalista, który udaje się na wypoczynek musi zwiększoną ilością godzin w pracy zrekompensować sobie czas na urlopie gdy nie zarabia, dlatego bardzo ważne jest planowanie budżetu. Planując urlop warto na niego odkładać by potem nie popaść w finansowy impas. Rozmawiając z psychologami zdaję sobie sprawę z ograniczeń czasowych i emocjonalnych swojej pracy. Obecnie nie jestem wstanie przyjąć więcej niż 6 pacjentów w ciągu dnia dlatego, że koszty emocjonalne są zbyt duże. Ciągłe obcowanie z cierpieniem, towarzyszenie w chorobie i bólu powodują posttraumatyzację. Współodczuwanie tego co przeżywa pacjent wzbudza wiele przykrych emocji, które również oddziałują na zdrowie i samopoczucie terapeuty. Nie raz nie dwa zdarza się, że w trakcie jazdy samochodem po pracy dopada mnie ogromny, napięciowy ból głowy a problemy pacjentów jadą ze mną jeszcze na zakupy spożywcze po pracy. Jedna z moich koleżanek ostatnio powiedziała, że ma tak trudne przypadki pacjentów, że nie jest w stanie przyjąć więcej niż 4 osoby w ciągu jednego dnia. Eksploatacja emocjonalna wcale nie mija z czasem. Nie da się „płycej współodczuwać” choć może wydawać się, że to naturalna kolej rzeczy. Uważam, że współodczuwanie pozostaje na takim samym poziomie niezależnie od stażu pracy ale im dłużej pracujemy tym łatwiej znaleźć techniki radzenia sobie z emocjami wynikającymi ze specyfiki pracy. Te emocjonalne ograniczenia wpływają na czas naszej pracy więc musimy nim tak operować, by finansowo-bytowo-emocjonalny mechanizm działał.

Oprócz twojego umysłu i ciała czas to kolejne narzędzie/ zasób w pracy pomagacza. Na początku miałam bardzo duży problem wewnętrzny by wymagać od pacjentów opłaty za odwołaną wizytę w innym przypadku niż choroba. Gdzieś tam w środku we mnie było przekonanie, że skoro pacjent nie przyszedł, sesja się nie odbyła to dlaczego ma płacić. Jednakże z pomocą superwizora zrozumiałam, że terapia to nie jest jednorazowa wizyta lekarska (chociaż nawet w takich przypadkach pacjenci coraz częściej ponoszą konsekwencje finansowe). Pacjent, który decyduje się na terapię poniekąd rezerwuje daną godzinę w tygodniu i nie ma możliwości tej godziny uznawać jako dostępnej dla innej osoby. Nikt nie podchodzi do pacjenta z myślą:

 – A może nie przyjdzie? To na wszelki wypadek umówię kogoś innego

Ponadto sesja lub konsultacja zawsze trwa tyle samo czasu (50/60 minut), więc jeżeli jedna osoba nie przyjdzie to nie ma sytuacji, że czeka następna z kolejki. Nikt nie przychodzi godzinę wcześniej na wizytę licząc, że wejdzie wcześniej. Tak samo jest ze spóźnianiem się pacjentów – nie ma możliwości przedłużania spotkania, ponieważ każdy ma swój czas i swoją godzinę.  

Bardzo pomocne w moim przypadku okazało się ustalenie pisemnych zasad, które pacjenci otrzymują na pierwszym spotkaniu i zanim pacjent zdecyduje się na korzystanie z terapii musi otrzymane zasady zaakceptować. Chroni to mój ograniczony zasób jakim jest czas a pacjent jest świadomy konsekwencji jakie płyną z określonych zachowań. Szczerze mówiąc nie spotkałam się jeszcze z oporem dotyczącym odpłatności za odwołane wizyty a moje poczucie bycia „chytrym terapeutą” zmniejszyło się gdy szerzej spojrzałam na swoją pracę – zasoby, korzyści ale i wszystkie koszty.

Podsumowując – jeżeli jeszcze raz spojrzymy na piramidę potrzeb Maslowa w jej podstawie zobaczymy naszą fizjologię. Co ciekawe te potrzeby podlegają największemu ograniczeniu czasowemu i wolicjonalnemu jeśli chodzi i ich realizację, np. bez jedzenia wytrzymamy kilka godzin nie czując dyskomfortu a bez samorealizacji znacznie dłużej. Właśnie dlatego są one kluczowe do zbudowania komfortu i efektywności w pracy. Żeby zadbać o te potrzeby należy przestrzegać kilku podstawowych zasad:

  • Być aktywnym fizycznie kiedy wykonujemy siedzącą pracę
  • Wysypiać się żeby pozwolić ciału i umysłowi  na dobową regenerację
  • Pozwolić sobie na dłuższy odpoczynek, urlop od pracy
  • Kontrolować stan swojego zdrowia fizycznego i psychicznego
  • Dbać o środowisko pracy by pozwoliło nam realizować podstawowe zasady zawodowe i kodeks etyczny
  • Na bieżąco zaspokajać podstawowe potrzeby fizjologiczne
  • Planować budżet z uwzględnieniem kosztów wynikających z określonego rodzaju pracy
  • Monitorować stan swoich emocji i pojawienie się objawów wypalenia zawodowego
  • Szanować i wymagać szacunku do swojego czasu pracy od współpracowników i pacjentów

W kolejnej części opowiem jak dbać o potrzeby wyższego rzędu w tym sferę przynależności, samorealizacji i uznania.

Jakie są twoje doświadczenia i spostrzeżenia dotyczące dbania własne potrzeby?

To trudne?

Czy miałeś/łaś kiedyś problem z dbaniem o siebie w kontekście bycia pomagaczem?

Czekam na Wasze komentarze 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: